Jestem ostatnio przewlekle zmęczona, znacie to? Nie mówię jednak jedynie o zmęczeniu fizycznym, budzeniu się po całej nocy z uczuciem, że zasnęło się dopiero 5 minut temu. Jestem zmęczona życiem - aż wstyd się przyznać, bo zazwyczaj jestem zdania, że życie trzeba chłonąć z mocą najlepszego odkurzacza, zmieniać worki wciąż na nowe i doświadczać coraz to nowszych materii ;). Jednak teraz wszystko jakoś tak wyblakło, moje założone cele wciąż się odsuwają, ale nie w sposób motywujący, a nadzwyczaj zniechęcający. Mam wrażenie, że każda ilość włożonego wysiłku ucieka gdzieś w przestrzeń zupełnie nie stosując się do zasad karmy.
Moje dziecko weszło w etap "wykończę mamę" - tak Wandziu, wiem, że to właśnie masz na myśli ;). Planuję się nie poddać, bezdźwięcznie tłukę pięścią w materac, zaciskając zęby, ale berbeciowi absolutnie nie pokażę, że na moim koncie cierpliwości pojawił się znaczący debet. Mój dzidziuś po prostu cały czas wydaje jęki niezadowolenia - nie płacz - jęki. Myślę, że chce powiedzieć "mamo bądź przy mnie, swędzą mnie dziąsła" :). Swoją diagnozę stawiam na podstawie towarzyszących jękom: bezustannego ślinotoku i pakowanych do buzi łap. Moje zniknięcie z pola Wandzinego widzenia sprawia, że jęk urasta do rangi płaczu, a że dziecko moje od urodzenia potrafi płakać rzewnymi łzami, co żrą i trawią mi serce, jak kwas, to w obliczu tego zostawić jej przecież na moment nie mogę. Dodatkowo doszedł nam problem takiej natury, że noszenie na rękach musimy nieco zredukować. Wandzia bowiem rozpoczęła wizyty u pani rehabilitantki, które mają zniwelować jej (niewielką co prawda) asymetrię. Większość ćwiczeń odbywa się na leżąco, co z kolei "nie leży" córce mojej, bo od leżenia już nieco odzwyczajona ;). Zatem pocieszam ją w pozycji leżącej, głaszcząc, "popierdując" na ustach, grzechocząc żabką, misiem, bądź innym zwierzem - daję radę, ale co tu dużo gadać, branie na ręce było mniej wyczerpujące niż niemalże całodzienne odgrywanie teatru jednego aktora ;)
Czymże jednak byłoby macierzyństwo bez jego wzlotów i upadków ;)?
Także pozdrawiam wszystkich tych, którzy też godzinami pierdzą na ustach ;)

Dużo, dużo cierpliwości i sił!
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
UsuńUwielbiam Was czytać :) Jednym tchem pochłaniam i zawsze z uśmiechem! Cóż..jak teraz Wandula da trochę popalić, to później będzie lżej. Zapewne chce trochę Kobita wrażeń Mamie zapewnić, co by nudno nie było :P
OdpowiedzUsuńPewnie, że tak, to jest dzidziuś i marudzić musi, tylko jakiś taki czas nastał, że emocje ponoszą nie tylko ją ;)
UsuńNatura nie dopracowała etapu wyrastania zębów :/ Trzymajcie się, dziewczyny.
OdpowiedzUsuńo tak Kochana, ciekawe czy ewolucja to w przyszłości zmieni ;)
Usuńpodoba mi sié jak piszesz:) nawet z przytlaczajacych rzeczy potrafisz zrobic komedie na papierze:) w kazdym razie ja jedynie moge napisac tyle abys sie trzymala i znalazla jakis punkt zaczepienia w myslach, jakas swoista wewnetrzna motywacje. ale wiem o czym piszesz, moja Zosia tez duzo pracy wymaga a ja jeszcze sie przeziebilam i najchetniej kichnelabym na wszystko i zakopala sie w lozku, no ale mala tego nie zrozumie.. takie cudne zycie matki:)
OdpowiedzUsuńno cóż, bywa różnie ;)
UsuńTe jęki Wandzi, to do wytrzymania, tylko jeszcze inne okoliczności wpływają, że jakiś ciężki czas nastał.
zdrówka!
Nas przy prostowaniu dziecka ratowała piłka lekarska wielka dmuchana na której kładłam Konusa i "kulałam" więc polecam gorąco bo rozluźnia i uspokaja dziecko:)
OdpowiedzUsuńo kurka! może faktycznie:) dzięki
UsuńMamy podobny etap pojękiwania:)i też Antka rozmiesza "pierdzenie" na ustach:)))
OdpowiedzUsuńJak to trafnie opisałaś: łzy dziecka żrą i trawią serce jego matki
OdpowiedzUsuńMy też ćwiczyłyśmy na piłce i Luśka znosiła to lepiej niż trening na brzuchu, także za Hafiją polecam :) Na zęby dobrej recepty niestety nie ma... chociaż nie, jest jedna - przeczekać. Będzie lepiej :)))
OdpowiedzUsuńZapytam się rehabilitanki,co ona na to,żeby W. na piłce się turlała;-)bo to na prawdę może być dobry pomysł:-)
OdpowiedzUsuńA basen? Czy W. pluskała sie juz w głebokiej wodzie? :) Nasza Pociecha uwieeeeelbia wodne figle:D
UsuńMam pytanie wzgledem asymetrii, sama zauważylas jakies nieprawidlowosci (jesli jak, to w jakich sytuacjach), czy lekarz podczas wizyty kontrolnej?
OdpowiedzUsuńu nas to po prostu widać. W. ma asymetryczną buzię i dopiero od niedawna zaczęła leżeć na prawej stronie główki, wcześniej wciąż zwracała ją w lewo. wygląda to tak, jakby coś ją ciągnęło w jedna stronę.
UsuńRozumiem.
UsuńMoje pytanie wynika z tego,ze zauwazylam,iz moja Corka w spacerowce czesto przekrzywia sie na jedna strone. Ale poniewaz dzieje sie tak tylko w wozku, a podczas "zwyklego funkocjonowania" nic podobnego sie nie dzieje, stad nie przejmowalam sie tym zbytnio... Ale moze na wszelki wypadek zapytam lekarza.
Nas czesto cos martwi, a to,ze nie chce w ogole zbierac sie do chodzenia, a to, ze przybiera na wadze w dolnej normie itd... No ale chyba taka juz chyba natura rodzicow. :)
Mnie to wszystko jeszcze czeka, ale Tobie życzę dużo cierpliwości!:) Córcia na pewno bardzo docenia Twoje popierdujące usta:)
OdpowiedzUsuńJestem z Wami!.:D
OdpowiedzUsuńU nas też przez ostatnie dni nie jest kolorowo. Pierdzę całymi dniami, bo Martynce odechciało się w dzień spać. Noszenie na rękach jest be, leżenie też...więc mama robi za klauna.
Ehhh, taki już nasz los. Ale jak to mówią : " co Cię nie zabiję, to Cię wzmocni " . I tego się trzymajmy:)
rozumiem Twoje samopoczucie, sama niestety też tak miewam, na szczęście to mija i człowiek znów cieszy się macierzyństwem
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńTeż ostatnio szukałam sposobu na Globasowe pojękiwanie... I wiesz co pomogło? "Przetrzepanie pieluchy" :) A konkretnie, w pozycji na brzuszku, delikatne klepanie otwartymi dłońmi po pupie i pleckach - taki mały masażyk (domowe spa?). Młody jest wtedy zachwycony i zapomina o marudzeniu. Nawet chyba mu się to podoba, bo dziubek mu się wtedy od ucha do ucha śmieje :)
OdpowiedzUsuńPomysł z piłką też mi się podoba... Tylko jaka to powinna być piłka? :)